PRL
Na trybunach Legii więcej mundurowych niż kibiców
3 marca 1982 r., w stanie wojennym, na mecz Legii Warszawa z Dynamem Tbilisi sprzedano nieco ponad 12 tys. biletów - a oficjalna frekwencja wyniosła 25 tys. Resztę trybun, rozmieszczoną w kształt krzyża, by rozdzielać grupy kibiców, zajęli ludzie w mundurach polowych, nieoficjalnie określani przez świadków jako przebrani funkcjonariusze ZOMO.
Ćwierćfinałowy mecz Pucharu Zdobywców Pucharów rozgrywano niespełna trzy miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego, w atmosferze silnie antyradzieckiej - kibice Legii wcześniej demonstrowali patriotycznie pod kościołem św. Anny i starli się z ZOMO. Rozważano nawet przeniesienie meczu albo rozegranie obu spotkań w Gruzji, ale ostatecznie zagrano w Warszawie.
Świadek tamtych wydarzeń Wiktor Bołba, dziś kustosz Muzeum Legii, wspominał trzy kontrole na drodze na stadion - przy moście Poniatowskiego, przy Torwarze i na samym obiekcie. Jego zdaniem rozbieżność między liczbą sprzedanych biletów a podaną frekwencją wypełnili nieuzbrojeni ludzie w mundurach polowych: oficjalnie przedstawiani jako żołnierze, nieoficjalnie jako funkcjonariusze ZOMO w przebraniu.
Mimo napiętej atmosfery i gwizdów wobec sowieckich oficerów na trybunie krytej Dynamo Tbilisi wygrało 1:0 po golu Sułakwelidze w 9. minucie i tym samym wynikiem w rewanżu. Autor artykułu zestawia to z późniejszym remisem Polski z ZSRS 0:0 na mundialu 1982 r. w Barcelonie, gdzie na trybunach widać już transparenty „Solidarność”.