II wojna światowa
Czterej więźniowie uciekli z Auschwitz autem komendanta, a wartownik zasalutował im "Heil Hitler"
20 czerwca 1942 r. - dokładnie dwa lata po przybyciu do obozu - czterej więźniowie Auschwitz, przebrani w zdobyte mundury SS, wyjechali przez główną bramę skradzionym samochodem komendanta. Przy szlabanie Kazimierz Piechowski, odgrywający rolę Untersturmführera, zmusił krzykiem wartownika do otwarcia bramy - ten zasalutował odjeżdżającym „Heil Hitler”.
Pomysł ucieczki narodził się, gdy współwięzień Eugeniusz „Gienek” Bendera, mechanik w warsztacie samochodowym SS, dowiedział się, że wkrótce zostanie zamordowany. Piechowski musiał rozwiązać cztery problemy: jak wyjść z obozu wewnętrznego w ramach pracującego komanda, jak dostać się do warsztatu Bendery, skąd wziąć mundury SS i jak przejechać ostatni posterunek, nie znając obowiązującej tam procedury. Dostęp do warsztatu samochodowego, gdzie pracował Bendera, rozwiązało dorobienie klucza; mundury SS do przebrania odkryto zupełnie przypadkiem, w magazynie na drugim piętrze innego budynku.
Czwarty uczestnik ucieczki, harcerz Stanisław Jaster, odłączył się od grupy po drodze, chcąc wrócić do Warszawy - jako jedyny z czterech nie przeżył okupacji: zginął, według relacji Piechowskiego, z wyroku Podziemia na skutek „fatalnej pomyłki”. Sam Piechowski trafił do partyzantki i walczył do końca wojny, a mimo przynależności do AK w 1946 r. aresztowały go komunistyczne władze bezpieczeństwa - za pistolet znaleziony w domu dostał 10 lat, część wyroku odbywając w kopalniach na Śląsku.
W wywiadzie Piechowski przekazał też relację o ojcu Maksymilianie Kolbem - twierdząc, że może być ostatnim żyjącym świadkiem momentu, w którym zakonnik zgłosił się na śmierć za innego więźnia wybranego do grupy „na wykończenie”, po tym jak ten krzyknął: „Jezus Maria, moje dzieci!”.