II Rzeczpospolita
Zdemaskowała go własna gadatliwość - zginął przy wymianie na granicy
24 maja 1930 r. w nocnej akcji na granicy polsko-niemieckiej zginął polski podkomisarz Stanisław Liśkiewicz, a komisarz Adam Biedrzyński trafił do niemieckiego więzienia - planowany odkup tajnych materiałów okazał się niemiecką pułapką, w którą wpadli, bo niemiecki wywiad od dawna wiedział o ich działaniach dzięki zdradzie i… nadmiernej rozmowności samego Biedrzyńskiego.
Jak opisuje gen. Marian Zacharski we fragmencie książki „Krwawiąca granica”, komisarz Straży Granicznej Adam Biedrzyński, dekorowany wcześniej przez marszałka Piłsudskiego Orderem Virtuti Militari, miał za sobą ocenę przełożonych jako oficera gadatliwego do granic absurdu - jeśli tylko zdobył czyjeś zaufanie, musiał się tym natychmiast pochwalić w towarzystwie. Chcąc udowodnić swoją wartość, zaczął zaniedbywać zasady konspiracji w pogoni za spektakularnym sukcesem wywiadowczym.
Niemiecka policja, poinformowana wcześniej przez zdrajcę z polskiego Inspektoratu w Czersku i dysponująca kopiami korespondencji Biedrzyńskiego, rozegrała fałszywą operację: funkcjonariusz Stullich, podający się za „Johanna Bendiga”, obiecał Polakom maskę przeciwgazową i inne materiały za 52,5 tys. marek. Na spotkanie w sobotę 24 maja 1930 r. o godz. 21 w budynku niemieckiej kontroli paszportowej w Neuhöfen podkomisarz Liśkiewicz i Biedrzyński poszli bez dokumentów granicznych i zezwolenia na broń - uzbrojeni w pistolety i granat, ale przekonani przez Stullicha, że są bezpiecznie blisko linii granicznej.
Spotkanie przerodziło się w strzelaninę: Liśkiewicz zmarł po kilkunastu godzinach w niemieckim szpitalu, a Biedrzyński został skazany przez niemiecki sąd na wieloletnie więzienie. W odwecie kapitan Jan Żychoń, nie licząc się - jak podkreśla autor - z rzeczywistą winą ani z literą prawa, aresztował trzech niemieckich oficerów jako „materiał ludzki” do wymiany, dzięki czemu Biedrzyński wkrótce wrócił do Polski.