Nowożytność
105 razy torturowany wodą, bo Japończycy nie umieli wymówić jego nazwiska
23 marca 1643 r. w Nagasaki zmarł jezuita Wojciech Męciński - polski szlachcic, którego japońscy prześladowcy znali jako Alberto Polacco, bo nie potrafili wymówić jego prawdziwego nazwiska. Zanim powieszono go głową w dół nad dołem z odchodami, przez niemal siedem miesięcy torturowano go wodą sto pięć razy, próbując zmusić do wyrzeczenia się wiary.
Męciński marzył o misji w Japonii od wstąpienia do jezuickiego nowicjatu w Rzymie, ale droga tam zajęła mu dwadzieścia lat pełnych przeszkód - pierwszy rejs z Lizbony w 1631 r. zawrócił sztorm, który zniosiono statek ku Brazylii i kosztował życie ok. 200 osób, a samego Męcińskiego, opiekującego się chorymi, zaraził febrą. Po latach więziono go nawet na Formozie (dzisiejszym Tajwanie), skąd uciekł, lecząc wcześniej ziołami chorego syna holenderskiego gubernatora.
Do Japonii dopłynął w lipcu 1642 r., przebrany za Chińczyka wraz z grupą misjonarzy - marzenie sprzed dwudziestu lat spełniło się dopiero wtedy, gdy przełożony jezuitów w Japonii pod torturami wyrzekł się już wiary i zaczął pomagać prześladowcom nakłaniać innych do apostazji. Odkryty po miesiącu, od końca sierpnia 1642 r. co drugi dzień poddawany był torturze wodnej: przywiązanego do drabiny więźnia poili przez lejek wodą aż do przepełnienia wnętrzności, po czym wyciskali ją, depcząc po deskach ułożonych na jego ciele.
Mimo stu pięciu takich tortur Męciński nie wyrzekł się wiary. W ostatnim liście do Rzymu podpisał się jako „skazany na śmierć dla Chrystusa” - jako pierwszy z grupy towarzyszy zmarł Japończyk Tomasz, dwa dni później Rubino, a Męciński, torturowany jeszcze siedem dni, zmarł jako ostatni z tej trójki, wisząc głową w dół. Ciała spalono i wrzucono do oceanu. W Polsce o jego śmierci dowiedziano się cztery lata później, a starania o beatyfikację, podejmowane jeszcze w XVII i na przełomie XIX/XX w., nigdy nie przyniosły rezultatu - kościelnie stwierdzono tylko sam fakt męczeństwa.