wyprawy krzyżowe
Hrabiego Edessy porwali bandyci, którzy nie wiedzieli, kogo złapali
5 maja 1150 r. przypadkowa banda tureckich rozbójników porwała Joscelina II, hrabiego Edessy, i sprzedała go władcy Aleppo i Mosulu Nur ad-Dinowi - najprawdopodobniej nie mając pojęcia, jak cennego jeńca właśnie schwytała.
Jak pisze Łukasz Czarnecki, powołując się na monografię brytyjskiego mediewisty Steve'a Tibble'a, hrabia został uprowadzony niemal spod nosa własnych rycerzy - epizod, który w ocenie autora dowodził, że w państwach krzyżowych nawet wysoki możnowładca nie był bezpieczny poza murami największych twierdz. Król Jerozolimy Baldwin I lata wcześniej sam przez znaczną część panowania bez powodzenia walczył z podobnymi bandami rozbójniczymi i został przez jednego z nich ciężko ranny.
Autor opisuje Królestwo Jerozolimskie jako chronicznie niestabilne pogranicze, przypominające - jak ujmuje to artykuł - współczesne państwo upadłe: rabunek, niewola i przemoc seksualna groziły nie tylko pielgrzymom na przewidywalnych trasach, ale każdemu, kto podróżował bez silnej eskorty. Wiejscy osadnicy odpowiadali na to zagrożenie, trzymając broń w domach i budując piętrowe, kamienne domostwa z żelaznymi okiennicami i sypialniami dostępnymi tylko po wciąganej drabinie - miniaturowe twierdze na wypadek napadu.
Skala bezkarności sięgała dalej niż zwykłe rozboje: synod w Nablusie w 1120 r. zezwolił nawet duchownym nosić broń i używać jej w obronie siebie i parafian, odstępując od ogólnego kościelnego zakazu przelewania krwi przez kler - bo w razie napadu ksiądz był często jedynym, kto mógł poprowadzić wiejską milicję.