10 marca 1944 1944

Zbrodnie wojenne

Sahryń nie był twierdzą UPA, a i tak zginęło tam 606 osób

10 marca 1944 r. oddziały AK i BCh zaatakowały o świcie ukraińską wieś Sahryń na Hrubieszowszczyźnie, mordując 606 jej mieszkańców, w tym 151 dzieci. Historyk Arkadiusz Karbowiak podważa popularny obraz wsi jako ufortyfikowanej bazy UPA - straty atakujących wyniosły jednego zabitego i dwóch-trzech rannych, co wskazuje, że broni u obrońców było znacznie mniej, niż głosiła legenda.

Decyzję o pacyfikacji podjęto głównie w odwecie za wcześniejszą zbrodnię UPA w Prehoryłem (2/3 lutego 1944 r.), a mord ukraińskich policjantów na Polakach w Miętkim dowódca akcji por. Zenon Jachymek wykorzystał przede wszystkim, by przed szturmem zawieźć tam żołnierzy i zmotywować ich do wykonania rozkazu zabijania cywilów. Po wojnie Jachymek twierdził, że nakazywał oszczędzać ludność - Karbowiak nazywa tę relację konfabulacją, zestawiając ją z zeznaniami ocalałych, m.in. Anastazji Szufel, opisującej bezskuteczne błaganie o życie jej 12-letniej córki.

Wieś ostrzelano pociskami zapalającymi, a schronieni w niej uchodźcy z innych miejscowości w większości zginęli - część kobiet pytano o kenkarty i zabijano te, które je pokazały. Tego samego dnia spacyfikowano też Szychowice (138 zabitych) i Łasków (326 zabitych, według kroniki oddziału „nikt żywy nie wyszedł”).

Operacja nie przyniosła zamierzonego efektu: już kilka dni później na Lubelszczyznę wtargnęły kolejne sotnie UPA z Galicji Wschodniej i zabiły w odwecie ok. 1,2-1,5 tys. Polaków. Oficer BCh Józef Błasiak „Grom” podsumował, że należało organizować obronę polskich wsi i uderzać w organizatorów ukraińskiej akcji, nie zaś palić przypadkowe wsie i mordować ich mieszkańców.