PRL
„Dobranoc!!! Do widzenia!!! Cześć!!! Giniemy!!!”
9 maja 1987 r. Ił-62M „Tadeusz Kościuszko” linii LOT rozbił się w Lesie Kabackim, zabijając wszystkie 183 osoby na pokładzie - największa katastrofa lotnicza w historii Polski. Ostatnie słowa załogi, nadane tuż przed zderzeniem, dały tytuł późniejszemu reportażowi: „Dobranoc!!! Do widzenia!!! Cześć!!! Giniemy!!!”
Jak pisze Piotr Zychowicz, samolot lecący z Warszawy do Nowego Jorku wystartował o 10.18 w dobrych warunkach. Trzynaście minut później kontrola lotów nakazała mu gwałtownie zmienić pułap z powodu manewrów wojskowych pod Grudziądzem - cywilni kontrolerzy wiedzieli o ćwiczeniach, ale nie mieli łączności radiowej z wojskiem i nie mogli ostrzec go przed nadlatującym samolotem pasażerskim. Forsowny manewr przy pełnej mocy silników doprowadził - według przywołanej w artykule relacji z książki Marka Saryusza-Wolskiego „Cisza po życiu” - do pęknięcia wału turbiny w silniku z wadliwie wykonanym łożyskiem: w łożysku tocznym wywiercono otwór niezgodnie z normami, co zamieniło je w ślizgowe.
Kapitan Zygmunt Pawlaczyk, mimo uszkodzonego steru wysokości i wyłączonych silników, skierował maszynę nad niezabudowany Las Kabacki - prawdopodobnie właśnie by uniknąć ofiar na ziemi. Samolot ścinał drzewa z prędkością ok. 470 km/h, nie doleciawszy do lotniska 5,7 tys. metrów; zginęły wszystkie 183 osoby na pokładzie, a na ziemi nie ucierpiał nikt, z wyjątkiem - jak ironicznie odnotowuje autor - jednej sarny.
Podczas akcji ratunkowej milicjanci i okoliczna ludność mieli grabić ciała ofiar - dolary, biżuterię, ubrania - co opisują cytowani w artykule świadkowie; sprawę, zdaniem autora, zatuszowała komunistyczna prokuratura. Jedna z zaplanowanych pasażerek przeżyła, bo zapomniała zgłosić na cle wiezione futra i nie zdążyła wsiąść na pokład.