25 maja 1948 1948

żołnierze wyklęci

„Musi pan być synem bandyty” - tak odpowiedziała wdowa po śledczym Pileckiego

25 maja 1948 r. w więzieniu mokotowskim strzałem w tył głowy wykonano wyrok śmierci na rtm. Witoldzie Pileckim - organizatorze ruchu oporu w Auschwitz, skazanym w pokazowym procesie jako „szpiega”. Egzekucję nadzorował zastępca naczelnika więzienia Ryszard Mońko, który w chwili publikacji artykułu (2013 r.) wciąż mieszkał bezkarnie w Hrubieszowie.

Mońko, który akurat zastępował wyjechawszego naczelnika Alojzego Grabickiego, zrelacjonował dziennikarzowi, że między 21.00 a 21.30 do jego gabinetu zgłosiło się czterech ludzi z bezpieki. Na polecenie wiceprokuratora Stanisława Cypryszewskiego kazał doprowadzić Pileckiego do budynku egzekucyjnego za X Pawilonem, kontrolowanego przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Widział, jak prowadzono rotmistrza pod ręce, a ten poprosił, by mógł iść sam; słyszał tylko jeden strzał. Pluton egzekucyjny stanowił jeden funkcjonariusz UB - st. sierż. Piotr Śmietański, którego niemal niepiśmienny podpis na protokołach świadczył, że był, jak pisze autor, „etatowym mordercą”. Zgon stwierdził lekarz w mundurze wojskowym Kazimierz Jezierski, mąż piosenkarki Wiery Gran.

Jednym ze śledczych, którzy przesłuchiwali Pileckiego i jego „grupę szpiegowską”, był Eugeniusz Chimczak - ten sam, który później torturował też żonę współoskarżonego Tadeusza Płużańskiego, grożąc mu, że w sąsiedniej celi siedzi jego żona, z której „wszystko wyciśnie”; kobieta w efekcie poroniła w karcerze więzienia mokotowskiego. Gdy w październiku 2012 r. Chimczak zmarł, autor artykułu - syn tego samego Płużańskiego - zapytał jego wdowę na pogrzebie, czy wie, co robił jej mąż po wojnie. Ta odpowiedziała bez zażenowania: „Skoro pan zadaje takie pytania, musi być pan synem bandyty. A my z takimi bandytami robiliśmy po wojnie porządek” - stąd tytuł oryginalnego artykułu, na którym oparta jest ta kartka.

Ciało Pileckiego, jak każdej ofiary egzekucji więzienia mokotowskiego, wywiozła sanitarka - w chwili publikacji tekstu (2013 r.) było już wiadomo, że trafiło na warszawską „Łączkę”, gdzie identyfikacja jego szczątków wciąż trwała. Żaden z sędziów i śledczych odpowiedzialnych za wyrok nie poniósł kary: kpt. Józef Badecki, który wydał co najmniej 29 wyroków śmierci (w tym na mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”), awansował na pułkownika i sędziego Najwyższego Sądu Wojskowego, a jego nekrolog z 1982 r. wymieniał wyłącznie zaszczytne odznaczenia.