6 czerwca 1944 1944

II wojna światowa

Żerdzie przytwierdzone do czołgów miały "wygrać wojnę"

6 czerwca 1944 r. zaczął się desant w Normandii. Według relacji przytoczonej przez gen. Omara Bradleya, o wyniku kampanii zadecydował nie tylko plan sztabowy, lecz drobny pomysł nieznanego z nazwiska amerykańskiego sierżanta - przymocowanie do czołgów metalowych żerdzi, które pozwalały przebijać się przez normandzkie żywopłoty.

Inwazję poprzedziła skuteczna akcja dezinformacyjna: fałszywe meldunki radiowe, tysiące makiet czołgów i dział oraz pozorowane zgromadzenie sił naprzeciw Pas-de-Calais utrzymywały Hitlera w przekonaniu, że główne uderzenie nastąpi tam, nie w Normandii. Start desantu przesunięto o dzień z powodu sztormu decyzją gen. Dwighta Eisenhowera.

Do inwazji przygotowano też niekonwencyjny sprzęt z brytyjskiej 79. Dywizji Pancernej gen. Percy'ego Hobarta, nazwany "dziwadłami Hobarta": pływające czołgi Duplex Drive, buldożery niszczące zapory i miotacze ognia Churchill Crocodile. Na plaży Omaha burzliwe morze i niemiecki ogień zniszczyły niemal wszystkie pływające czołgi - gdzie indziej sprzęt ten sprawdził się znacznie lepiej.

Logistyka okazała się równie istotna jak walka: do Normandii zgromadzono 6833 jednostki pływające, a sztuczne porty Mulberry (zbudowane, bo zdobyty później Cherbourg był kompletnie zdewastowany) i podmorski rurociąg paliwowy PLUTO przepompowały do maja 1945 r. 444 mln litrów benzyny. W walkach wsparcia ogniowego uczestniczył też polski krążownik ORP „Dragon”.