powstanie styczniowe / emigracja
Kula zabiła konia, nie cara - zamachowiec trafił na koniec świata
6 czerwca 1867 r. w Lasku Bulońskim w Paryżu dawny powstaniec styczniowy Antoni Berezowski strzelił do jadącego w powozie z Napoleonem III cara Aleksandra II. Kula trafiła w konia, a zamachowiec, pytany o wspólników, odpowiedział: „Jestem sam z ojczyzną moją”.
Berezowski, szlachcic z Wołynia, który jako 16-latek wstąpił do powstańczego pułku jazdy, po klęsce powstania wyemigrował i osiadł w Paryżu. Gdy wiosną 1867 r. dowiedział się o planowanej wizycie cara, porzucił pracę i sam, bez porozumienia z emigracją, przez kilka tygodni planował zamach - pistolet i amunicję kupił, zastawiając w lombardzie własny surdut.
Drugi strzał rozerwał mu lufę i zranił go w rękę; omal nie zlinczował go rozwścieczony tłum, przekonany, że celował w Napoleona III. Znaczna część polskiej emigracji potępiła czyn jako szkodzący sprawie polskiej, a francuski adwokat-republikanin Emmanuel Arago, który podjął się jego obrony, uratował go przed gilotyną - sąd wymierzył dożywotnie ciężkie roboty w Nowej Kaledonii.
Na zesłaniu Berezowski próbował w 1868 r. ucieczki, pracował jako ogrodnik i ślusarz, a przez blisko 40 lat korespondował z nim opiekun funduszu pomocy Józef Gałęzowski. W 1909 r. francuskie władze odrzuciły ostatnią prośbę o uwolnienie, uznając go za „nieuleczalnie pomieszanego” - zmarł na wyspie najprawdopodobniej jesienią 1916 r., nigdy nie wracając do Polski.