Holokaust
Niemcy dali przedwojennemu karciarzowi władzę nad 100 tysiącami Żydów, powołując się na Himmlera
19 czerwca 1943 r. Niemcy aresztowali i wywieźli do Auschwitz Mojżesza Merina, przedwojennego karciarza o złej reputacji, którego sami wcześniej uczynili wszechwładnym „królem” żydowskich gmin Zagłębia i części Górnego Śląska - rządzącym 37 gminami i ok. 100 tys. ludzi na podstawie dokumentu, w którym zarządzono traktować jego rozkazy, jakby pochodziły od samego Himmlera.
Merin, przed wojną sądzony za finansowe machlojki i opisywany przez świadków jako hazardzista, kobieciarz i nicpoń, wkroczył w rolę pośrednika między Niemcami a Żydami przypadkiem - podczas terroru w pierwszych dniach okupacji esesman zapytał o przedstawiciela gminy, a Merin po prostu wystąpił z szeregu. Dostał od Niemców samochód z kierowcą, przepustki na podróże po Rzeszy i Generalnym Gubernatorstwie oraz utworzoną w 1940 r. własną policję żydowską.
Do deportacji z 1942 r. część Żydów uznawała jego „królestwo” za miejsce względnie bezpieczne - zachowały się tam zebrania, odczyty i skromne przydziały żywności, podczas gdy gdzie indziej likwidowano już ostatnie getta. Sam Merin porównywał się do człowieka zamkniętego w klatce z głodnym lwem: twierdził, że podsuwa okupantowi część ofiar, by powstrzymać go przed pożarciem wszystkich, i pozostawiał ocenę swojego postępowania historii.
Jego policja żydowska aktywnie uczestniczyła w deportacjach sierpnia 1942 r. Okoliczności jego śmierci nie są pewne - relacja przytoczona w artykule (na podstawie świadectwa Dawida Gertlera) wskazuje na blok 11 w Auschwitz I i rozstrzelanie, nie na linczu więźniów, jak głosiła mniej wiarygodna wersja. Po likwidacji gett w sierpniu 1943 r. władze przejęły środki z jego prywatnego konta w sosnowieckim Dresdner Banku - 86 839 reichsmarek.