Polska
Akcja MSW „Hiacynt” uderza w homoseksualistów
Milicja na terenie całej PRL zaczęła zwozić do komend mężczyzn podejrzewanych o homoseksualizm. Zatrzymanym zakładano „Kartę homoseksualisty” i przesłuchiwano ich w sprawach intymnych - do podpisu podsuwano nawet oświadczenie, że są homoseksualistami „od urodzenia”.
Akcją kierował resort MSW pod kierownictwem Czesława Kiszczaka. Ludzi wyciągano z domów, zakładów pracy, uczelni oraz miejsc znanych milicji jako punkty spotkań środowiska - warszawskiego Dworca Centralnego, kawiarni „Alhambra” i „Antyczna”, restauracji „Ambasador”. W jej trakcie skatalogowano około 11 tys. osób.
25-letni wówczas pielęgniarz Waldemar Zboralski relacjonował, że podczas przesłuchania milicjant, mając przed sobą „Kartę homoseksualisty”, pytał najpierw o dane osobowe, a potem o szczegóły życia seksualnego - preferowane techniki, typ partnerów. Takie samo pytanie zadawano tysiącom przesłuchiwanych w całym kraju.
Po utracie pracy w wyniku zatrzymania Zboralski przyczynił się do powstania Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego - pierwszej w Polsce jawnie działającej organizacji tego typu, powstałej na początku 1987 r. Kiszczak ostatecznie odmówił jej rejestracji, powołując się na obawę o naruszenie „moralności publicznej”.