Zimna wojna
„Niech Bóg ma was w opiece” - ostatnie słowa radiowe przed klęską w Zatoce Świń
17 kwietnia 1961 r. w Zatoce Świń na Kubie wylądowała złożona z kubańskich emigrantów Brygada 2506, licząca ok. 1,2 tys. ludzi i szkolona przez CIA w Gwatemali. Według weterana inwazji Armando Gutierreza przełom nastąpił, gdy Waszyngton w ostatniej chwili wycofał obiecane wsparcie lotnicze - a jego przyjaciel, pilot bombowca ppłk Pete Railey, miał usłyszeć przez radio od amerykańskiego admirała: „Bardzo mi przykro, ale całe wsparcie zostało odebrane. Niech Bóg ma was w opiece”.
Gutierrez, lecący tego dnia trzeci raz nad Kubę, twierdzi, że sam słyszał tę wymianę zdań przez radio. Bez myśliwskiej osłony samoloty brygady, ostrzeliwane już z linii brzegowej, nie zdołały dokończyć misji zrzutu amunicji i środków medycznych - walki potrwały w sumie 72 godziny i zakończyły się klęską inwazji.
Amerykańscy instruktorzy wojskowi, szkoląc wcześniej Kubańczyków w obozie w Gwatemali, byli tak zaangażowani emocjonalnie, że po wycofaniu wsparcia chcieli skoczyć nad Zatokę Świń, by nie zostawiać swoich uczniów samych - powstrzymał ich dopiero szef operacji CIA, przedstawiający się jako „Frank”, grożąc im bronią.
Ok. 90 proc. bojowników brygady trafiło do niewoli; kilkunastu udusiło się w drodze do więzienia w ciężarówce-chłodni. Jeńców, wśród nich sześciu kapelanów katolickich uczestniczących w desancie, zwolniono po ok. 20 miesiącach w zamian za dostawy żywności i leków dla Kuby - choć jeden ze zrzuconych wcześniej na wyspę dywersantów spędził w więzieniu 26 lat.