20 grudnia 1943 1943

II wojna światowa

As Luftwaffe, który nie strzelił

20 grudnia 1943 r. niemiecki as myśliwski Franz Stigler dogonił nad Niemcami ciężko uszkodzony amerykański bombowiec B-17 Charliego Browna, lecący samotnie z powrotu z nalotu na fabrykę Focke-Wulf pod Bremą. Zamiast go zestrzelić, eskortował maszynę nad morze i zasalutował zdumionej załodze.

Według relacji przytoczonej przez amerykańskiego historyka Adama Makosa, Stigler podleciał na kilka metrów i zobaczył wnętrze wraku: zabitego strzelca ogonowego, ciężko rannych lotników i Browna zaciskającego dłonie na drążku. Przypomniał sobie wtedy lekcję swojego pierwszego dowódcy, asa Gustava Rödela, który uczył, że nie strzela się do pilota zestrzelonego samolotu schodzącego na spadochronie - a dziennikarz Piotr Zychowicz, prowadzący rozmowę z Makosem, dodaje własną konkluzję: zestrzelenie bezbronnego B-17 byłoby w tej sytuacji egzekucją, nie walką. Na decyzję Stiglera miała też wpłynąć jego głęboka wiara katolicka (w locie trzymał różaniec).

Czyn Stiglera był dla niego śmiertelnie niebezpieczny: za oszczędzenie wrogiego bombowca groziło mu, według relacji, natychmiastowe rozstrzelanie przez gestapo jako zdrajcy, dlatego nikomu o nim nie powiedział. Milczeli też Amerykanie - Brownowi i jego ludziom amerykański wywiad zakazał mówić o incydencie, obawiając się, że historia skłoni lotników do postrzegania Niemców jako ludzi.

Piloci odnaleźli się dopiero po latach dzięki ogłoszeniu w niemieckim czasopiśmie lotniczym „Jägerblatt”, które w styczniu 1990 r. trafiło do mieszkającego w Vancouver Stiglera. Spotkali się jeszcze w tym samym roku w Seattle i zostali bliskimi przyjaciółmi; według relacji Makosa 10-osobowa załoga B-17 doczekała się na początku lat 90. około stu potomków, a dziś - zapewne już ok. 200.