noc z 16 na 17 kwietnia 1944 1944

II wojna światowa

Cichociemny skoczył z pasem dolarów i fałszywym nazwiskiem, którego już nie pomnił

W nocy z 16 na 17 kwietnia 1944 r. Aleksander Tarnawski „Upłaz” skoczył na spadochronie z samolotu lecącego z Brindisi do okupowanej Polski, lądując koło wsi Baniocha pod Warszawą. Każdy ze skoczków miał przy sobie pas pełen dolarów dla AK, dwa pistolety i fałszywe dokumenty - Tarnawski po latach nie pamiętał już nawet, pod jakim nazwiskiem wtedy skakał.

Lot z Brindisi przebiegł w zasadzie bez niespodzianek - jedynie w okolicach Budapesztu samolot ostrzelała niemiecka artyleria przeciwlotnicza, choć maszyna leciała poza zasięgiem pocisków. Skoczyło wtedy czterech cichociemnych; pod kombinezonami mieli cywilne ubrania bez angielskich metek. Anglika odpowiedzialnego za przypinanie ich do linek i otwieranie włazu żartobliwie nazywali „wykidajłą”.

Po wylądowaniu koło Baniochy ekipę bardzo serdecznie przyjęli miejscowi - pieniądze za przechowanie spadochronów i kombinezonów Tarnawski oddał „gospodarzom”, po czym następnego dnia, już osobno dla bezpieczeństwa, skoczkowie ruszyli do Warszawy, której Tarnawski nigdy wcześniej nie widział, choć przed misją nauczył się na pamięć jej topografii.

Podczas kilkutygodniowej aklimatyzacji w Świdrze pod Otwockiem mieszkał w domu, w którym od kilku lat ukrywała się żydowska kobieta, bojąca się wychodzić sama - Tarnawski zabierał ją czasem na spacery. W 2016 r., w chwili udzielania wywiadu, był ostatnim żyjącym z 316 polskich cichociemnych.