II wojna światowa
Norwescy komandosi wysadzają fabrykę ciężkiej wody
Dziewięciu norweskich komandosów bez jednego wystrzału zniszczyło w zakładzie Norsk Hydro w Vemork aparaturę produkującą "ciężką wodę" dla niemieckiego programu atomowego. W trakcie podkładania ładunków napotkany w hali pracownik zaczął biadolić, że zgubił okulary - dywersanci przerwali sabotaż i pomogli mu je odnaleźć.
Osłonięci nocą z 27 na 28 lutego 1943 r. dziewięciu komandosów operacji "Gunnerside" przekradło się do fabryki Norsk Hydro przez boczne wejście, które Niemcy uznali za niedostępne ze względu na strome ściany wąwozu - i właśnie dlatego nie zabezpieczyli go tak dobrze jak jedyny most nad przepaścią. Jedyny napotkany w hali produkcyjnej norweski pracownik nie stawiał oporu, a w pewnym momencie zaczął się niecierpliwić, bo zgubił gdzieś okulary - komandosi pomogli mu ich poszukać, nim dokończyli podkładanie ładunków.
Dowódca Joachim Rønneberg skrócił lont z planowanych dwóch minut do 30 sekund, by ograniczyć ryzyko udaremnienia akcji. Po wybuchu komandosi wycofali się, nie oddając ani jednego strzału i nie tracąc nikogo. Dowodzący wojskami niemieckimi w Norwegii gen. Nikolaus von Falkenhorst nazwał to później "najwspanialszym wyczynem", jaki widział podczas wojny.
Mimo ścigania przez nawet dziesięć tysięcy niemieckich żołnierzy, dziewięciu Norwegów dotarło na nartach do neutralnej Szwecji w 18 dni - Rønneberg wspominał tę ucieczkę jako dość przyjemną "wycieczkę krajoznawczą" po własnym kraju.