PRL
Zabójstwo ks. Stanisława Suchowolca
Na plebanii w białostockich Dojlidach odnaleziono ciało 31-letniego ks. Stanisława Suchowolca, przyjaciela zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki - jak pisze Grzegorz Wołk, oficjalnie miał zatruć się dwutlenkiem węgla podczas pożaru wywołanego przez piecyk elektryczny.
Śledztwo bardzo szybko umorzono, przyjmując wersję o wypadku i wykluczając udział osób trzecich; podano, że ksiądz miał we krwi 1,5 promila alkoholu. Komisja sejmowa (tzw. komisja Rokity), badając sprawę kilka lat później, wykazała jednak poważne zaniedbania śledztwa: nieprawidłowo zbadano próbki krwi psa rasy doberman trzymanego na plebanii dla ochrony księdza, a niezależni eksperci sugerowali, że pies nie zatruł się tlenkiem węgla - mimo to nie przeprowadzono eksperymentów pożarowych, które mogłyby potwierdzić lub obalić tezę o zaczadzeniu.
SB rozpracowywała duchownego pod kryptonimem „Suchowola” - wielokrotnie wykrywano w jego samochodzie awarie będące dziełem osób trzecich, a wcześniej został pobity przez nieustalonych sprawców. Od 1986 r. w celu ochrony przebywał na plebanii w Dojlidach, gdzie pojawiła się suka dobermana o imieniu Nika.
Przeczucie nadchodzącego zagrożenia ksiądz wyraził w rozmowie z działaczami podziemnej Solidarności słowami: „Pętla wokół mnie zacieśnia się coraz bardziej. Czuję się osaczony i zdradzony. Żyję pod ciągłą presją”. W jego pogrzebie uczestniczyli działacze opozycyjni, m.in. Zbigniew Romaszewski, Seweryn Jaworski i Leszek Moczulski.