II wojna światowa
Szarża, która nigdy nie była szarżą na czołgi
Pod Krojantami kawalerzyści 18. Pułku Ułanów Pomorskich rozproszyli niemiecki batalion piechoty, ale wbrew późniejszemu mitowi nie atakowali czołgów - polska kawaleria nie miała już wtedy lanc.
Szarżą dowodził płk Kazimierz Mastalerz, poległy w walce, a jej celem było rozproszenie batalionu niemieckiej piechoty liczącego ok. 800 ludzi z 76. pułku płk. Hansa Gollnicka - nie atak na pancerz. Żaden polski pułk kawalerii nie miał już wówczas lanc na wyposażeniu, gdyż dawno wycofano je z użycia bojowego; przeciw czołgom ułani dysponowali działkami przeciwpancernymi Bofors 37 mm. Niemieckie czołgi wjechały na pole walki, gdy Polacy już zakończyli manewr i wycofali się.
Mit szarży "z lancami na czołgi" narodził się z relacji włoskiego korespondenta Indro Montanellego, zrekonstruowanej z fragmentarycznych świadectw. Podchwycił go Goebbels, wprowadzając scenę do propagandowego filmu "Feldzug in Polen", a w PRL powielił Andrzej Wajda w "Lotnej" (1959). Autor artykułu podkreśla, że z 16 szarż polskiej kawalerii przeprowadzonych w kampanii 1939 r. żadna nie była wymierzona bezpośrednio w pojazdy opancerzone.